To, co dla dorosłej osoby może wyglądać na nudę, w rzeczywistości dla dziecka jest fundamentem budowania muzycznego rozumienia świata dźwięków.
W tym artykule wyjaśniamy, na czym naprawdę polega teoria uczenia się muzyki Edwina Gordona i dlaczego cisza bywa w niej jednym z najważniejszych elementów.
Czy dziecko się nudzi?
Zajęcia gordonowskie wyglądają inaczej niż wszystko, co znasz z tradycyjnych „zajęć umuzykalniających". Ale za tą pozorną prostotą - a dla niektórych: dziwnością - stoi bardzo konkretna koncepcja rozwoju muzycznego, oparta na badaniach nad tym, jak dziecko rzeczywiście uczy się muzyki.
Nie chodzi o zabawę dla samej zabawy. Chodzi o budowanie muzycznego myślenia od podstaw. O uczenie się języka muzyki w sposób, w jaki dziecko uczy się mówić: naturalnie, przez doświadczenie, bez znajomości reguł i teorii.
Co odkrył Edwin Gordon – i dlaczego to zmienia wszystko
Edwin Gordon (1927-2015) był psychologiem muzyki, który przez ponad 40 lat szukał odpowiedzi na jedno pytanie: jak człowiek naprawdę uczy się muzyki? Nie opierał się na tradycji, nie kopiował tego, co robiono od wieków. Obserwował tysiące dzieci, testował, dokumentował, analizował. I doszedł do wniosku, który brzmi jak oczywistość, ale w praktyce jest ignorowany przez większość edukacji muzycznej.
Dzieci uczą się muzyki dokładnie tak samo, jak uczą się mówić.
W jakim języku płaczą noworodki?
Pomyśl przez chwilę, jak przebiega proces nabywania języka. Niemowlę przez miesiące tylko słucha. I to słuchanie zaczyna się wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Würzburga w Niemczech wykazały coś fascynującego: noworodki płaczą w intonacji swojego języka ojczystego. Francuskie niemowlęta płaczą z rosnącą melodią (charakterystyczną dla języka francuskiego), a niemieckie – z opadającą (typową dla niemieckiego). To oznacza, że dziecko już w łonie matki chłonie prozodię – melodię, rytm, intonację języka. Nie rozumie słów, ale uczy się melodii mowy rodziców. Po urodzeniu odtwarza te wzorce w swoim płaczu – pierwszej formie komunikacji.
To dowód na to, że uczenie się przez słuchanie nie zaczyna się dopiero po narodzinach. Zaczyna się miesiące wcześniej. I dotyczy to zarówno języka, jak i muzyki. Dziecko zanurzone w muzycznym środowisku już przed narodzeniem buduje fundamenty pod przyszłe rozumienie dźwięków. Dokładnie na tym mechanizmie opierają się gordonki.
Noworodki nie uczą się gramatyki
Dziecko chłonie dźwięki, intonację, rytm mowy. Nie rozumie słów, ale buduje w mózgu wzorce. Potem zaczyna gaworzyć, a następnie przychodzi czas na pierwsze słowa. Dopiero po ok. 2 latach dziecko zaczyna łączyć słowa w zdania. A kiedy już mówi - przychodzi czas na naukę czytania i pisania.
Nikt nie zaczyna nauki języka od alfabetu. Nikt nie pokazuje niemowlęciu liter, zanim zacznie mówić. Nikt nie każe mu analizować gramatyki, zanim wypowie pierwsze zdanie. To byłoby absurdalne. A w nauce muzyki – przez dziesięciolecia - robiliśmy właśnie to.
Gordon udowodnił, że muzyka - tak jak język - wymaga najpierw zanurzenia w dźwiękach, a dopiero później symboli.
Audiacja - muzyczne myślenie, którego nikt Cię nie uczył
Kluczowe pojęcie, które Gordon wprowadził do pedagogiki muzycznej, to audiacja. To słowo może brzmieć naukowo, ale jego znaczenie jest proste.
Audiacja to dla muzyki to samo, co myślenie dla mowy. To zdolność do:
- słyszenia muzyki w głowie bez zewnętrznego źródła dźwięku,
- rozumienia struktury muzycznej w czasie rzeczywistym (przewidywania, jak melodia się rozwinie, gdzie się skończy),
- tworzenia własnych melodii w myślach,
- „mówienia" muzyką, a nie tylko mechanicznego odtwarzania nut.
Audiacja to nie jest zapamiętywanie piosenek, czy teoretyczna wiedza o akordach. To jest wewnętrzne rozumienie muzyki. Zdolność do zaśpiewania melodii, której nikt Cię nie uczył, bo po prostu „słyszysz" ją w głowie.
Większość dorosłych nie audiuje. Nie dlatego, że „nie ma słuchu”, ale dlatego, że nigdy nie uczyli się myśleć muzyką.
Gordon pokazał, że audiacja nie jest talentem. To umiejętność, którą można – i należy – rozwijać. Ale tylko wtedy, gdy zaczniemy od fundamentów.
Dlaczego zajęcia gordonowskie wyglądają „dziwnie”?
To, co dla rodzica bywa niezrozumiałe, ma swoje głębokie uzasadnienie w rozwoju dziecka.
Śpiewanie bez słów pozwala skupić się wyłącznie na muzyce. Słowa angażują uwagę językową i odciągają ją od melodii. Neutralne sylaby sprawiają, że dziecko słucha wysokości dźwięków, ich kierunku i relacji, a nie treści piosenki.
Różnorodność tonalna i rytmiczna buduje w głowie dziecka bazę dźwięków. Dziecko osłuchane z różnymi skalami i metrami nie postrzega muzyki w kategoriach „łatwe” i „trudne”. Dla niego to po prostu różne kolory dźwięku.
Swobodny ruch pozwala ciału poczuć czas i rytm. Poczucie pulsu nie rodzi się z liczenia, ale z doświadczania muzyki całym ciałem.
Oraz najważniejszy moment całych zajęć - cisza audiacyjna…
Cisza audiacyjna – moment, w którym dzieje się najwięcej
Jednym z najbardziej niezrozumiałych elementów zajęć gordonowskich jest cisza. Nauczyciel śpiewa krótką melodię, a potem… przestaje. Nie wypełnia przestrzeni kolejną piosenką, nie pogania dzieci, nie daje instrukcji. Ta cisza bywa dla dorosłych niewygodna, ale dla dziecka jest kluczowa. Mózg dziecka przetwarza to, co przed chwilą zabrzmiało, porządkuje dźwięki, buduje znaczenia. Bez tej pauzy muzyka staje się tylko strumieniem bodźców. Cisza daje dziecku czas na odpowiedź, nawet jeśli ta odpowiedź jeszcze nie pojawia się na zewnątrz. To moment, w którym uczenie się naprawdę się wydarza – cicho, bez spektaklu, ale bardzo intensywnie.
Mit talentu i rola środowiska
Jednym z najczęstszych przekonań rodziców jest to, że zdolności muzyczne są dziedziczne. Badania Gordona pokazują coś innego: każde dziecko rodzi się z potencjałem muzycznym, a o jego rozwoju decyduje przede wszystkim środowisko.
Kontakt z różnorodnymi skalami i metrami uczy dziecko rozumienia muzyki poprzez różnice. Tak jak pojęcie „ciepłe” ma sens dopiero wtedy, gdy znamy „zimne”, tak muzyka staje się zrozumiała, gdy dziecko doświadcza wielu brzmień, stylów i struktur. Dzięki temu nie wartościuje dźwięków jako „łatwych” lub „trudnych”, lecz zaczyna je rozpoznawać, porównywać i nazywać.
Czy zajęcia gordonowskie są dla każdego?
Zajęcia gordonowskie nie są szybkim sposobem na nauczenie dziecka piosenek ani przygotowaniem do występu. Są fundamentem muzycznego myślenia. Wymagają cierpliwości i zaufania do procesu.
Jeśli celem jest głębokie, naturalne rozumienie muzyki, daje to długofalowe efekty. I jest dostępne dla każdego dziecka, bo każde rodzi się z muzycznym potencjałem.
Podsumowanie
Zajęcia gordonowskie mogą wyglądać na nudne tylko wtedy, gdy patrzymy na nie z perspektywy dorosłego. Z perspektywy dziecka są intensywnym procesem uczenia się języka muzyki – od słuchania, przez eksperymentowanie, aż po samodzielność.
To nie jest teoria nastawiona na efekt „tu i teraz”. To inwestycja w zdolność rozumienia, przeżywania i tworzenia muzyki przez całe życie.